Okazuje się, że ze mną wszystko w porządku…

Od kilku dni moje życie stało się poukładane i spokojne. Zniknął pośpiech, który zjadał moją całą energię życiową a stres został zminimalizowany praktycznie do zera. Mogę śmiało stwierdzić, że jestem bardzo uświadomioną szczęściarą. Od owych kilku dni Amelka chodzi do szkoły na tak zwany cały etat. Oznacza to, że obie z Elizą spędzają tyle samo czasu poza domem. Dużym plusem jest to, że od samego początku lubią szkolne zajęcia i nie płaczą po kątach, kiedy mama lub tata odstawiają je pod opiekę nauczycielskiej kadry. Oczywiście nadal pełnię moje liczne obowiązki gospodyni domowej oraz nadal jestem mamą pracującą zawodowo. Każdego dnia na zmianę z mężem odrabiamy zadania domowe z Elizą i czytamy dziewczynom książeczki na dobranoc. Jest jednak duża różnica między tym co było a tym co jest teraz. W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy przeszłam prawdziwą szkołę przetrwania. Okres, kiedy dziewczyny były ząbkującymi niemowlaczkami w pieluszkach był niczym w porównaniu do minionych ostatnich miesięcy. Presja codzienności i duży niedobór snu sprawiły, że miałam problemy z kontrolowaniem się bez ogródek mówiłam ludziom co myślę. Niektórzy się obrazili. Przestałam się martwić tym co myślą o mnie inni. Zwyczajnie nie miałam na to czasu. Stałam się do bólu zorganizowana, ponieważ nie umiem zaniedbywać rodziny, siebie, domu. Miewałam ciężkie momenty, pomyślałam, że dopadła mnie depresja. Planowałam pójść nawet do lekarza ale zwyczajnie nie miałam kiedy…

Pomyślałam….co się ze mną stało??

Zawsze zmęczona.

Pozbawiona energii i pozytywnego myślenia.

Muszę zrobić badania….może to tarczyca….

Kiedyś zdobywałam na masę górskie szczyty, wszędzie poruszałam się rowerem i dużo, zawsze dużo pracowałam …. miałam też czas dla znajomych i przyjaciół….teraz zmuszam się absolutnie do wszystkiego…nie pomagają biegi na łonie natury, ani ćwiczenia fizyczne z Chodzią ani nawet zielone koktajle…..zawsze zmęczona….

Od kilku dni dotarło do mnie, że to nie żadna depresja tylko ciągły dręczący pęd pozbawił mnie radości życia. Brak odskoczni, brak czasu, brak snu, brak spokoju.

Razem z mężem nie mogąc liczyć na niczyją pomoc jakoś przeżyliśmy ten czas…

Są w życiu człowieka etapy, które trzeba po prostu znieść, przebrnąć…ważne tylko by przy tym wszystkim nie zapomnieć również o sobie, zadbać o własne zdrowie bo bez niego posypie się wszystko. Rodzina, plany, marzenia….Po wyrzuconej złości, wylanych z bezsilności łzach, pretensjach do samego Pana Boga, w końcu przyszedł spokój. Jestem teraz silniejsza, szczęśliwsza i bardziej wdzięczna za wszystko. Odnalazłam na nowo równowagę i cudowne poczucie bezpieczeństwa. Rodzina to Dar. Proszę Stwórcę by uzdalniał mnie do nowych zadań, które będzie mi dane jeszcze przeżyć.

Urszula x

 

20170507_165721

Advertisements

Kiedy nastała cisza

Opustoszałe mieszkanie…dziś rano mąż zabrał dziewczyny do polskiej szkoły sobotniej. Pierwszy raz odkąd urodziłam dzieci, zostałam w domu sama na dłużej niż trzy godziny. Początkowo nie wiedziałam co z sobą zrobić, więc zrobiłam sobie kawę i zatopiłam się w myślach. Mam tyle marzeń i planów a tu nie wiem od czego zacząć. Poczułam się zagubiona. Serce mi ścisnęło i wypełniło się żalem, smutkiem a w końcu dziwną złością. Nie chcę się użalać nad sobą, czas zacząć działać. Zaparzyłam melisę. Chłodne poranki, takie jak dziś, zwiastują nadchodzącą jesień. Owinęłam się grubym swetrem i wciągnęłam na stopy ciepłe skarpety. Znad kubka parującej, ziołowej herbatki w ręku otworzyłam laptop i to znowu tu jestem. Witam Was ponownie na moim blogu. Zapomniany i opuszczony, czas przywrócić do życia. Minione miesiące były dla nas bardzo ciężkie, wypełnione ciężką pracą i niekończącą się pogonią połączoną z frustracją. Przeżyliśmy, daliśmy radę i teraz głęboko wierzę w to, że chociaż problemy nie będą nas omijały to będzie lepiej. Przed nami ambitne plany i kolejne wyzwania z nimi związane. Jestem pewna, że to co nas czeka to początek spełnienia się naszych najskrytszych marzeń. Nie boję się ani trochę, jestem przekonana o słuszności podejmowanych przez nas decyzji. Póki co życie się toczy tu i teraz. Jak każdą inną porę roku, kocham schyłek lata. Poranne mgły, które otulają pola i pagórki, delikatne promienie słońca, pożółkłe trawy i kolorowe wrzosy, w których jak co roku o tej porze tonie nasze mieszkanie. Dzieci rozpoczęły kolejny rok szkolny, korki na drodze z pracy przybrały na sile. Powrócili wszyscy do rutyny z przed wakacji. W tym roku również na naszą najmłodszą czekają nowe wyzwania. Za niespełna dwa tygodnie zacznie szkołę na dobre. Czas mija szybko, łapmy chwile i kochajmy naszych bliskich.

Chciałabym podziękować Kochanej Teresce za wsparcie i każde dobre słowo. Mimo, że nigdy nie poznałyśmy się osobiście, dzięki sile internetu stałaś mi się bliska jak siostra.

Życzę wszystkim wspaniałego weekendu!

Urszula

Proza Zycia

 

Ponoć pisanie bloga nie jest wyścigiem lecz maratonem, więc mała przerwa w pisaniu chyba nie zaszkodzi. Tak się złożyło, że znowu wróciłam na stare tory biegu życia. Ciągle coś mam do załatwienia, ciągle coś do zrobienia. Biegam w kółko taka zajęta, że nawet nie wiem, kiedy dni uciekają. Przy moim blogu jestem cały czas, myślami. Układam sobie w głowie zdania, które chcę napisać. Ciągle jednak nie mogę znaleźć czasu by coś w końcu wystukać.

Nie lubię tego pędu i zmęczenia, że czasem aż mi tchu brakuje. Nie lubię stresu i pośpiechu, którymi często towarzyszy i nie lubię uczucia, że zostaję w tyle z domową robotą. Nie mówiąc już o zajęciu się swoimi przyjemnościami. Jednego dnia jestem na pełnych obrotach od rana do wieczora z nadzieją, że skoro dziś podgonię domowe obowiązki to jutro z pewnością będzie luźniej i w końcu będę mogła zająć się swoimi sprawami min. pisaniem bloga. Z rozczarowaniem stwierdzam, że owe luźniejsze jutro nie nadchodzi i kolejny dzień jest również wypchany po brzegi. Jak to możliwe? Złości mnie to ale nie poddaję się. Czasem się wypłaczę, czasem wykrzyczę i ponarzekam ale brnę dalej. Staram się doceniać wszystko co mam. Dostaję od życia więcej niż kiedykolwiek oczekiwałam.

Mam dobrego, oddanego męża, dwie piękne córeczki, lubię nasze mieszkanko, które ciągle urządzam i ozdabiam z pasją, lubię moją pracę, świetną atmosferę jaka tam panuje, wyrozumiałą szefową i życzliwe koleżanki. Jeszcze rok temu martwiłam się, że nie mam konkretnej pracy ze stałymi godzinami. Zupełnie spontanicznie wysłałam moje CV nie oczekując odpowiedzi. Udało się.

Po pięciu latach męczarni pracując w jednej z najbardziej obskurnej placówce w końcu trafiłam na idealne miejsce, które odpowiada mi bardzo i daje możliwości dalszego rozwoju jeśli tylko zechcę. Wszystko idzie dobrze. Wszystko się układa.

Jedyne czego mi brakuje to czas by pobyć sama ze sobą. Zdecydowanie potrzebuję więcej czasu w ciszy i samotności by się zresetować, wyciszyć, nabrać dystansu do pewnych spraw. Uważam, że każdy takiego czasu potrzebuje by nie zapomnieć o swoich potrzebach, pragnieniach, by znaleźć swoją drogę do samorealizacji.

20170410_120253

Kochani wszystkim moim czytelnikom życzę wspaniałych, błogosławionych, rodzinnych Świąt Wielkanocnych, pogody ducha i niegasnącej nadziei. Bądźcie szczęśliwi!

Urszula X

Dla Ciebie

Lubię Walentynki chociaż wiem, że zdania na ten temat są podzielone. Celebruję to, że mam je z kim spędzać. Wspominam, kiedy poznaliśmy się i to, jak zostałam zapytana czy zostanę Jego żoną. To był sierpień, tuż po połowie, kiedy z jednego końca Polski jechaliśmy na drugi, tłukąc się całą noc pociągiem z Bielska Białej do Gdańska, by za dwa dni wracać z powrotem. Konduktor sprawdzając nasze bilety żartował mówiąc „ ach, wy to się najeździcie!”
Na malowniczej plaży w Jego rodzinnych stronach, przy szumie bałtyckich fal, nieśmiało zapytał o moją rękę. Pamiętam doskonale, kiedy rok później wracaliśmy z naszego przyjęcia weselnego. Trzymaliśmy się za ręce, byłam taka szczęśliwa, pełna optymizmu i spokoju.

Kiedy poznałam mojego męża życie nabrało sensu, blasku, radości. Od tej pory czuję się kochana, wyjątkowa i wiem, że nigdy by mnie świadomie nie skrzywdził. To przy Nim odnalazłam poczucie bezpieczeństwa i wiarę w spełnianie marzeń. Jesteśmy parą, mężem i żoną ale też dobrymi kumplami, przyjaciółmi. Ufam Mu bezgranicznie. Od samego początku razem dzielimy zarówno chwile piękne i te mniej przyjemne, z którymi przychodzi nam się zmierzyć.

Niezapomniana podróż poślubna do Rzymu. W blasku włoskiego, gorącego słońca, cieszyliśmy się sobą, napotkanymi ludźmi, miastem. Ciepłe, długie wieczory, kiedy rzymski zgiełk nieco cichł, my zaszywaliśmy się kąciku romantycznej restauracji, gdzie jak  co wieczór, czekał na nas zarezerwowany stolik. Rozmawialiśmy, snuliśmy plany, bez cienia stresu, bez pośpiechu jakby czas przestał istnieć.

Decyzję o powiększeniu rodziny podjęliśmy szybko. Pierwsza ciąża i przyjście na świat Elizy. Wszystko było takie nowe, podszyte strachem z braku wiedzy i doświadczenia. Kontrolne wizyty lekarskie związane z ciążą, poród i nieprzespane noce, kiedy córeczka budziła się na karmienie, przeżywaliśmy razem. Pierwsze kupno mieszkania, pierwsze urodzinki, pierwsze rodzinne wakacje.

Na drugie dziecko, naszą Amelcię zdecydowaliśmy się zgodnie i pewnie tak jak przy Elizi. Kolejna ciąża, kolejny poród i znowu nieprzespane noce.
Razem.
Kłótnie owszem.
Ciche dni też.
Razem.
Nawet, kiedy to ja rozpoczynam awanturę z jego ust pierwsze pada słowo PRZEPRASZAM. Jestem zołzą, jestem szczęściarą.

Walentynki są między innymi dla takich osób jak ja, żeby uświadomić sobie kolejny raz, że mam wspaniałego człowieka u swojego boku i to, że za rzadko mu mówię jak bardzo go kocham.

 

Chciałabym Ci podziękować Kochany Mężu za to, że jesteś. Za to, że potrafisz patrzeć dalej niż ja, wierzyć mocniej niż ja oraz za to, że kiedy moja cierpliwość wygasa Ty wspierasz ją swoją, kiedy moja nadzieja słabnie Ty rozpalasz ją na nowo. Za nasze marzenia te spełnione i te, o których ciągle śnimy. Jesteś dla mnie wszystkim. Kocham Cię.

Twoja żona xxxxxx

 

Pokonac Zimowa Chandre

Chociaż mamy już luty i najbardziej dłużący miesiąc w roku za nami to i tak na wiosnę jeszcze trochę musimy poczekać. Dni powoli stają się coraz dłuższe, niemniej jednak zmrok ciągle przychodzi za szybko. Często dopada nas apatia, spadek energii a motywacja jest na bardzo niskim poziomie. Jak temu zaradzić? Jak podnieść swoje samopoczucie, kiedy ledwo ogarniam wszystko dookoła? Najlepszym sposobem na energetyczny zastrzyk jest oczywiście aktywność fizyczna. Był czas, kiedy wstawałam wcześnie rano by poćwiczyć z Chodakowską i szło mi bardzo dobrze. Ponad pół roku regularnie ćwiczyłam i biegałam, czułam się fantastycznie. Przyszedł jednak czas na zmianę pracy a wraz z nią wydłużające się spędzone w niej godziny. Niestety zmusiło mnie to do zrezygnowania z ćwiczeń i ograniczenia mojej aktywności do spacerów. Praca do późna oraz wczesne wstawanie sprawiły, że musiałam zwolnić. Zwyczajnie nie miałam siły na siły ambitne treningi. Sytuacja ta z pewnością się nie zmieni, dopóki Amelka na dobre nie pójdzie do szkoły. Tymczasem jeszcze trochę potęsknię to dobrowolnie wyciskanego potu i niesamowitej satysfakcji. Nie każdy jednak lubi ćwiczenia, jest oczywiście wiele innych sposobów, by utrzymać dobre samopoczucie na wyższym poziomie. Dobrze jest zrobić listę i wypisać je na kartce papieru by sobie przypomnieć, że one istnieją. Oto moje;

Samotne spacery,
Czytanie,
Długie kąpiele z pianą,
Rodzinne oglądanie telewizji w deszczowe ponure dni, w naszym przypadku niedziele
Wieczory pod kocykiem z kubkiem ciepłej herbaty lub lampką wina,
Świeże kwiaty na stole,
Lampki i świece palące się w domowych zakamarkach,
Fotografia

Ważne jest by w tym całym zabieganiu, znaleźć czas na małe radości, które poprawiają jakość życia, podnoszą poczucie wartości i satysfakcji. Zimowa pora ma swój urok, z pewnością nie jest przeszkodą do bycia zadowolonym. Tęsknię do ciepłych dni spędzanych w parkach na piknikach ale póki co, staram się umilić czas tu i teraz. Ubieram ulubione ciepłe buty lub kalosze, kurtkę oraz grubą czapkę i wychodzę z domu. Posnuję się trochę wśród natury, porozmyślam, nacieszę oko krajobrazami i wracam jakby lżejsza, uwolniona od presji, którą często sama sobie narzucam. W dni, kiedy lepiej nie wychylać nosa na zewnątrz, zaszywam się w domowych pieleszach i o ile obowiązki pozwalają, studiuję ulubione magazyny poszukując inspiracji i delektuję się ulubioną herbatą dodatkiem pomarańczy, cytryny i imbiru. W mroźne, ciemne ranki, rozkoszuję się zapachem świeżo zmielonej kawy, popijając w spokoju, wsłuchując się w grające radio, zanim zbudzę dziewczyny. Lubię zimę tak samo jak inne pory roku!

Sztuką jest znaleźć radość we wszystkim.

Ula

Chwila prawdy

To już prawie dziesięć lat przebywania na emigracji. Moje życie zmieniło się diametralnie; po pierwsze mam rodzinę, o której zawsze marzyłam, po drugie kawałek swojego kąta, do którego wracam po ciężkiej zmianie w pracy, mam również swoje miejsca gdzie mogę naładować baterie, wyciszyć się. Zawsze byłam do bólu zorganizowana, więc to nadal pozostało i przydaje się bardzo, kiedy trzeba wszystko ogarnąć bez niczyjego wsparcia. Wiem, że o wiele łatwiej puszczają mi nerwy bo też więcej muszę unieść. Wcale nie mam zamiaru tutaj się usprawiedliwiać, stwierdzam tylko fakt. Życie z dala od bliskich, z dala od rodziny, która się wspiera w trudnych momentach czyni człowieka gruboskórnym. Mówię bez problemu to co myślę, jestem szczera a to niewielu chyba ceni. Przez to też chyba czasem, niektórzy mylnie mnie postrzegają i co gorsze, oceniają….takie moje odczucie…W głębi serca jednak jestem wrażliwą osobą, która czasem mało w siebie wierzy i niedostrzega, że dzień po dniu odwala kawał dobrej roboty. Moje dzieci są zawsze czyste i zadbane, mieszkanie lśni, nie zawalam mojego grafiku w pracy i ciągle mimio przepracowanej nocnej zmiany bez szansy na sen, wypełniam obowiązki względem siebie i rodziny. Oczywiście mój mąż, wspiera mnie we wszystkim, jednakże kiedy spędza długie dni w pracy jestem zdana sama na siebie. Ten rok szczególnie daje nam się we znaki, ponieważ młodsza córka Amelka chodzi do przedszkola tylko na trzy godziny dziennie, starsza Eliza do szkoły na całe sześć. Zmusza mnie do biegania co trzy godziny, by którąś odebrać i nie ma w około absolutnie nikogo, kto by mnie choć raz wyręczył. Jest bardzo ciężko pogodzić pracę zawodową i wychowanie dzieci oraz prowdzenie domu ale pomału widzę światełko w tunelu. Jeszcze tylko pół roku i bedzie lepiej. Amelka zacznie szkołę i wszystko nabierze jakby wolniejszego rytmu. Wtedy z pełną satysfakcją stwierdzę, że dałam radę, my daliśmy radę! Jestem przkonana, że to co się dzieje teraz umacnia naszą rodzinę. Nie podrzucam nigdzie i nikomu naszych dzieci, problemy rozwiązujemy razem, oboje z mężem. W przyszłości marzę tym, by nasze córki wiedziały, że zawsze mogą na mnie liczyć, że bedziemy na tyle blisko by przychodziły do mnie z problemami, które niestety nikogo nie omijają. W naszym jako rodziców obowiązku jest zrobić wszystko, by wyrosły na silne i pewne siebie osoby aby nigdy złość nie przysłoniła ich sumienia i aby wiedziały, że zawsze byłam i jestem tu dla nich.

Zdjęcia z zimowego spaceru. Zadziwiające jest jak ulubione miejsca zmieniają się podług pór roku.

Marzenie, Plan, Realizacja

Odkąd tylko sięgnę pamięcią, interesowałam się domowymi wnętrzami i ich wystrojem. Z czasem stało się to moją pasją, można śmiało rzec moją obsesją. Najciekawszym stylem według mnie jest zdecydowanie wygląd vintage, staroświecki i tradycyjny. Jest w nim coś co wywołuje we mnie poczucie bezpieczeństawa, nieopisanego komfortu i przytulności. Jest przepełniony pięknem i poezją, wyróżnia się bogactwem niekończących się pomysłów. 20170115_140521Uwielbiam urządzać nasze gniazdko, wyszukiwać różne, ciekawe, domowe elemnenty, które nadają charakteru. Obecnie mieszkamy w niewielkim mieszkaniu na obrzeżach Londynu. Jest komfortowe i przestrzenne w sam raz dla naszej rodzinki. Kupiliśmy je, kiedy zostało oddane do użytku na nowo powstałym osiedlu. Założyliśmy wtedy, że pomieszkamy w nim pięć lat, następnie sprzedamy a pieniądze zarobione na nieruchomości wpłacimy na depozyt za dom. Wiosną tego roku upłynie założony przez nas czas i coraz bardziej odczuwamy tęsknotę za naszym wymarzonym miejscem z kawałkiem ogródka. Oboje z mężem ciężko pracujemy by to marzenie spełnić. Zależy nam, aby nasze córeczki miały jak najpiękniejsze dzieciństwo z dala od miejskiego zgiełku, by wzrastały wrażliwe na piękno otaczającej nas natury, odnajdując radość w śpiewie ptaków, rozgwieżdżonym niebie czy rosie trawy o poranku.

Jak już wcześniej wspomniałam, mieszkanko znajduje się na nowo wybudowanym osiedlu i ku mojemu niezadowoleniu wykończone jest w stylu nowoczesnym. Dokładam więc wszelkich starań, by nadać wnętrzu takiego wystroju jaki lubię. W końcu marzenia marzeniami ale na dzień dzisiejszy jeszcze nie wiemy, kiedy będziemy mogli je zrealizować. W naszej okolicy jest zielono, cicho, jest pięknie. Daje nam to mnóstwo opcji by aktywnie i rodzinnie spędzać czas a chcąc wybrać się na wycieczkę do Centralnego Londynu, zajmuje tylko pół godziny jazdy pociągiem. Mamy marzenia, mamy plany, potrzebujemy jeszcze trochę szczęścia by je zrealizować.

 

Nowy Rok, Nowe Pomysly

20161226_122535Podczas naszych udanych, wspaniałych, rodzinnych świąt, po długim czasie, w końcu odpoczęłam, naładowałam baterie i nabrałam dystansu do życia. Dostrzegłam szczęścia oraz sukcesy ubiegłego roku i zdałam sobie sprawę, że jest dobrze. Dotarło do mnie także, że jeśli czegoś bardzo chcę to naprawdę  jest to możliwe. Mogę się spełniać, pracować, realizować marzenia, rozwijać pasje. Ten “power” zaprowadził mnie do z powrotem do mojego bloga, który zaczęłam dwa lata temu ale rzeczywistość mnie pożarła i pogubiłam się, zapomniałam o sobie. Rutyna dnia codziennego, nadmiar obiowiązków, panoszący się wszędzie stres sprawia, że przygasam. Pomyślałam, że w końcu moje “ja” to nie tylko rola matki, żony, pracownika w miejscu pracy, a przede wszystkim ukryty potencjał, który odkrywam na płaszczyznach mojej codzienności. Wszystko co do tej pory osiągnęłam w swoim życiu, zawdzięczam pasji, którą nieustannie wkładam w to co robię. Czas, kiedy dzieci przychodzą na świat jest chwilowym wejściem w inny wymiar, który jest ważny ale niekoniecznie trzeba w nim tkwić w nieskończoność. Obiecałam sobie, że zacznę bardziej myśleć o sobie i dbać o to by nie popaść w ten letarg, w którym tkwiłam przez długi czas. Postanowiłam stworzyć na nowo swoje miejsce, gdzie bedę mogła pobyć tylko sama ze sobą. Mam nadzieję, że wytrwam w moim postanowieniu i nie zepsuję tego.

Ula x