Proza Zycia

 

Ponoć pisanie bloga nie jest wyścigiem lecz maratonem, więc mała przerwa w pisaniu chyba nie zaszkodzi. Tak się złożyło, że znowu wróciłam na stare tory biegu życia. Ciągle coś mam do załatwienia, ciągle coś do zrobienia. Biegam w kółko taka zajęta, że nawet nie wiem, kiedy dni uciekają. Przy moim blogu jestem cały czas, myślami. Układam sobie w głowie zdania, które chcę napisać. Ciągle jednak nie mogę znaleźć czasu by coś w końcu wystukać.

Nie lubię tego pędu i zmęczenia, że czasem aż mi tchu brakuje. Nie lubię stresu i pośpiechu, którymi często towarzyszy i nie lubię uczucia, że zostaję w tyle z domową robotą. Nie mówiąc już o zajęciu się swoimi przyjemnościami. Jednego dnia jestem na pełnych obrotach od rana do wieczora z nadzieją, że skoro dziś podgonię domowe obowiązki to jutro z pewnością będzie luźniej i w końcu będę mogła zająć się swoimi sprawami min. pisaniem bloga. Z rozczarowaniem stwierdzam, że owe luźniejsze jutro nie nadchodzi i kolejny dzień jest również wypchany po brzegi. Jak to możliwe? Złości mnie to ale nie poddaję się. Czasem się wypłaczę, czasem wykrzyczę i ponarzekam ale brnę dalej. Staram się doceniać wszystko co mam. Dostaję od życia więcej niż kiedykolwiek oczekiwałam.

Mam dobrego, oddanego męża, dwie piękne córeczki, lubię nasze mieszkanko, które ciągle urządzam i ozdabiam z pasją, lubię moją pracę, świetną atmosferę jaka tam panuje, wyrozumiałą szefową i życzliwe koleżanki. Jeszcze rok temu martwiłam się, że nie mam konkretnej pracy ze stałymi godzinami. Zupełnie spontanicznie wysłałam moje CV nie oczekując odpowiedzi. Udało się.

Po pięciu latach męczarni pracując w jednej z najbardziej obskurnej placówce w końcu trafiłam na idealne miejsce, które odpowiada mi bardzo i daje możliwości dalszego rozwoju jeśli tylko zechcę. Wszystko idzie dobrze. Wszystko się układa.

Jedyne czego mi brakuje to czas by pobyć sama ze sobą. Zdecydowanie potrzebuję więcej czasu w ciszy i samotności by się zresetować, wyciszyć, nabrać dystansu do pewnych spraw. Uważam, że każdy takiego czasu potrzebuje by nie zapomnieć o swoich potrzebach, pragnieniach, by znaleźć swoją drogę do samorealizacji.

20170410_120253

Kochani wszystkim moim czytelnikom życzę wspaniałych, błogosławionych, rodzinnych Świąt Wielkanocnych, pogody ducha i niegasnącej nadziei. Bądźcie szczęśliwi!

Urszula X

Dla Ciebie

Lubię Walentynki chociaż wiem, że zdania na ten temat są podzielone. Celebruję to, że mam je z kim spędzać. Wspominam, kiedy poznaliśmy się i to, jak zostałam zapytana czy zostanę Jego żoną. To był sierpień, tuż po połowie, kiedy z jednego końca Polski jechaliśmy na drugi, tłukąc się całą noc pociągiem z Bielska Białej do Gdańska, by za dwa dni wracać z powrotem. Konduktor sprawdzając nasze bilety żartował mówiąc „ ach, wy to się najeździcie!”
Na malowniczej plaży w Jego rodzinnych stronach, przy szumie bałtyckich fal, nieśmiało zapytał o moją rękę. Pamiętam doskonale, kiedy rok później wracaliśmy z naszego przyjęcia weselnego. Trzymaliśmy się za ręce, byłam taka szczęśliwa, pełna optymizmu i spokoju.

Kiedy poznałam mojego męża życie nabrało sensu, blasku, radości. Od tej pory czuję się kochana, wyjątkowa i wiem, że nigdy by mnie świadomie nie skrzywdził. To przy Nim odnalazłam poczucie bezpieczeństwa i wiarę w spełnianie marzeń. Jesteśmy parą, mężem i żoną ale też dobrymi kumplami, przyjaciółmi. Ufam Mu bezgranicznie. Od samego początku razem dzielimy zarówno chwile piękne i te mniej przyjemne, z którymi przychodzi nam się zmierzyć.

Niezapomniana podróż poślubna do Rzymu. W blasku włoskiego, gorącego słońca, cieszyliśmy się sobą, napotkanymi ludźmi, miastem. Ciepłe, długie wieczory, kiedy rzymski zgiełk nieco cichł, my zaszywaliśmy się kąciku romantycznej restauracji, gdzie jak  co wieczór, czekał na nas zarezerwowany stolik. Rozmawialiśmy, snuliśmy plany, bez cienia stresu, bez pośpiechu jakby czas przestał istnieć.

Decyzję o powiększeniu rodziny podjęliśmy szybko. Pierwsza ciąża i przyjście na świat Elizy. Wszystko było takie nowe, podszyte strachem z braku wiedzy i doświadczenia. Kontrolne wizyty lekarskie związane z ciążą, poród i nieprzespane noce, kiedy córeczka budziła się na karmienie, przeżywaliśmy razem. Pierwsze kupno mieszkania, pierwsze urodzinki, pierwsze rodzinne wakacje.

Na drugie dziecko, naszą Amelcię zdecydowaliśmy się zgodnie i pewnie tak jak przy Elizi. Kolejna ciąża, kolejny poród i znowu nieprzespane noce.
Razem.
Kłótnie owszem.
Ciche dni też.
Razem.
Nawet, kiedy to ja rozpoczynam awanturę z jego ust pierwsze pada słowo PRZEPRASZAM. Jestem zołzą, jestem szczęściarą.

Walentynki są między innymi dla takich osób jak ja, żeby uświadomić sobie kolejny raz, że mam wspaniałego człowieka u swojego boku i to, że za rzadko mu mówię jak bardzo go kocham.

 

Chciałabym Ci podziękować Kochany Mężu za to, że jesteś. Za to, że potrafisz patrzeć dalej niż ja, wierzyć mocniej niż ja oraz za to, że kiedy moja cierpliwość wygasa Ty wspierasz ją swoją, kiedy moja nadzieja słabnie Ty rozpalasz ją na nowo. Za nasze marzenia te spełnione i te, o których ciągle śnimy. Jesteś dla mnie wszystkim. Kocham Cię.

Twoja żona xxxxxx

 

Pokonac Zimowa Chandre

Chociaż mamy już luty i najbardziej dłużący miesiąc w roku za nami to i tak na wiosnę jeszcze trochę musimy poczekać. Dni powoli stają się coraz dłuższe, niemniej jednak zmrok ciągle przychodzi za szybko. Często dopada nas apatia, spadek energii a motywacja jest na bardzo niskim poziomie. Jak temu zaradzić? Jak podnieść swoje samopoczucie, kiedy ledwo ogarniam wszystko dookoła? Najlepszym sposobem na energetyczny zastrzyk jest oczywiście aktywność fizyczna. Był czas, kiedy wstawałam wcześnie rano by poćwiczyć z Chodakowską i szło mi bardzo dobrze. Ponad pół roku regularnie ćwiczyłam i biegałam, czułam się fantastycznie. Przyszedł jednak czas na zmianę pracy a wraz z nią wydłużające się spędzone w niej godziny. Niestety zmusiło mnie to do zrezygnowania z ćwiczeń i ograniczenia mojej aktywności do spacerów. Praca do późna oraz wczesne wstawanie sprawiły, że musiałam zwolnić. Zwyczajnie nie miałam siły na siły ambitne treningi. Sytuacja ta z pewnością się nie zmieni, dopóki Amelka na dobre nie pójdzie do szkoły. Tymczasem jeszcze trochę potęsknię to dobrowolnie wyciskanego potu i niesamowitej satysfakcji. Nie każdy jednak lubi ćwiczenia, jest oczywiście wiele innych sposobów, by utrzymać dobre samopoczucie na wyższym poziomie. Dobrze jest zrobić listę i wypisać je na kartce papieru by sobie przypomnieć, że one istnieją. Oto moje;

Samotne spacery,
Czytanie,
Długie kąpiele z pianą,
Rodzinne oglądanie telewizji w deszczowe ponure dni, w naszym przypadku niedziele
Wieczory pod kocykiem z kubkiem ciepłej herbaty lub lampką wina,
Świeże kwiaty na stole,
Lampki i świece palące się w domowych zakamarkach,
Fotografia

Ważne jest by w tym całym zabieganiu, znaleźć czas na małe radości, które poprawiają jakość życia, podnoszą poczucie wartości i satysfakcji. Zimowa pora ma swój urok, z pewnością nie jest przeszkodą do bycia zadowolonym. Tęsknię do ciepłych dni spędzanych w parkach na piknikach ale póki co, staram się umilić czas tu i teraz. Ubieram ulubione ciepłe buty lub kalosze, kurtkę oraz grubą czapkę i wychodzę z domu. Posnuję się trochę wśród natury, porozmyślam, nacieszę oko krajobrazami i wracam jakby lżejsza, uwolniona od presji, którą często sama sobie narzucam. W dni, kiedy lepiej nie wychylać nosa na zewnątrz, zaszywam się w domowych pieleszach i o ile obowiązki pozwalają, studiuję ulubione magazyny poszukując inspiracji i delektuję się ulubioną herbatą dodatkiem pomarańczy, cytryny i imbiru. W mroźne, ciemne ranki, rozkoszuję się zapachem świeżo zmielonej kawy, popijając w spokoju, wsłuchując się w grające radio, zanim zbudzę dziewczyny. Lubię zimę tak samo jak inne pory roku!

Sztuką jest znaleźć radość we wszystkim.

Ula