Inne dziś…

Dziś zacznę inaczej… przysiądę na chwilkę i przyjrzę się sobie. Smakując porannej kawy w ciszy, zacznę od wdzięczności…za nowy dzień i nową szansę by powiedzieć kocham. Za to, że obudziłam się w ciepłym, miękkim łóżku i mam z czego przygotować posiłek dla rodziny. Popatrzę na moje pociechy, marudzące, że za wcześnie muszą wstać i poczuję czystą radość, że są zdrowe i dobre jak sądzę. Poczuję radość i ulgę, że wciąż są jeszcze takie małe i lubią się tulić. Chętnie biorę je w ramiona i tulę….odpędzam złe duchy codzienności….

Odetchnę i przestanę się martwić, że nie wyrobię się z obowiązkami i znowu nie zdążę odpocząć przed nocną zmianą. Czasami po poprostu trzeba zacisnąć zęby i bez głębszego wnikania brnąć na przód. Taki etap w życiu, przez który trzeba przejść. Przestanę narzekać, że czasem nie lubię swojej pracy, przecież lepiej jest mieć ciężki dzień w pracy niż dobry dzień na zasiłku z niekończącą się niepewnością…

Nie będę się stresowała każdego poranka i  pędziła na złamanie karku w poczuciu zamętu, poganiając dziewczyny, powtarzając w kółko, że się spóźnimy. Zdam sobie sprawę, że zawsze jesteśmy w szkole na czas… a spóźnialstwo chociaż nie jest tolerowane to z pewnością końcem świata nie jest…

Przestanę być zachłanna na życie żądając więcej i więcej. Lepsza praca, nowy dom, nowi, lepsi ludzie wokoło….

Dziś podziękuję pewnej znajomej mamie za zaproszenie na urodziny synka i poczuję radość, że ktoś oczekuje naszej obecności w tak ważnym dniu.

Na wszystko przyjdzie czas i warto mieć marzenia i plany.

Życie toczy się tu i teraz nieustannie. Dziś świadomie chcę podejść do tych wszystkich chwil, które tak ulotne są….

Świadomość, że nie na wszystko mamy wpływ, pozwala mi podejść do życia z dystansem.

Zacznę i zakończę mój dzień wdzięcznością przede wszystkim a reszta sama się ułoży.

Z pozdrowieniami

Urszula

IMG_1957IMG_1953IMG_1847IMG_1864IMG_1837IMG_1619

IMG_196320171025_145824_001

Advertisements

Drugi Dom

Minęło dziesięć lat od kiedy opuściłam kraj rodzinny i przybyłam na Zielone Wyspy. Nie mogę uwierzyć, że to już tyle czasu. Dzień wyjazdu pamiętam doskonale. W jednej walizce spakowane całe życie wraz ze świeżutkim i pachnącym dyplomem magistra. Plany, marzenia i świadomość, że łatwo nie będzie. Bez znajomości języka angielskiego w szczególności. Nie bałam się, kierowała mną raczej ciekawość świata. Jak to zwykle bywa początki były trudne ale wierzyłam, że uda mi się je przezwyciężyć. Trzeba było tylko obrać strategię działania i działać. Jak spora liczba naszych rodaków, zaczęłam od pracy w kuchni, potem sprzątałam domy aż w końcu zamieszkałam z pewną rodziną. Opiekując się ich dziećmi, domem, będąc ich prywatnym kierowcą  byłam zmuszona jakoś się dogadać. Oni byli cierpliwi i znosili moje olbrzymie braki w angielskim. Pracowałam za bardzo małe pieniądze ale dzięki tej pracy mogłam pójść do szkoły językowej, ponieważ taka była miedzy nami umowa. Dałam sobie rok na początkową naukę języka. Wiedziałam, że bez tego nie osiągnę tego co sobie zamierzyłam. Będąc na każde skinienie mój dzień był wypełniony licznymi obowiązkami od świtu do wieczora. Wiedziałam, że pracuję za dużo. Czułam się wyzyskiwana ale wiedziałam też, że muszę to przetrwać. Po niecałym roku zaczęłam aplikować na pracę w domu opieki. Udało się. Tam również nie było łatwo. Gdzieś między rozpaczą a zagubieniem poznałam mojego męża i nagle świat stał się piękniejszy. Praca zawodowa, kariera przestały być ważne. Wkrótce przyszły na świat nasze dzieci. Rodzina stała się dla mnie priorytetem. Praca i mój własny rozwój przestał być ważny. Życie zweryfikowało. Jestem wdzięczna bo mam dla kogo żyć i choć bywają chwile okropne to wiem, że dokonałam właściwych wyborów. Ostatnie dziesięć lat przyniosły diametralne zmiany w moim życiu. Wszystko się poukładało i nabrało sensu. Jestem teraz dojrzałą kobietą z dużym bagażem doświadczeń. Jestem żoną, jestem mamą, jestem Polką na emigracji. W kraju zielonych wzgórz, spektakularnie pięknych chmur i nie za gorącego lata stworzyłam, stworzyliśmy razem z moim mężem nasz dom. Drugi dom. Nauczyłam się cieszyć ludźmi, kulturą, tradycjami tego kraju nie zapominając przy tym o swoich, polskich wyrytych głęboko w sercu. Jestem Polką na emigracji, jestem dumna z Polskości i przenigdy nie zapominam o własnych korzeniach. Bo gdy “śpiewa ci obcy wiatr, zachwyca obcy świat lecz serce tęskni, bo gdzieś daleko stąd został rodzinny dom….tam jest najpiękniej”…..tak brzmiały słowa piosenki – hymnu klasowego w szkole podstawowej. Nie sądziłam, że kiedyś staną mi się takie bliskie.

Dom tworzymy my sami, dom jest zawsze tam gdzie są nasi najbliżsi.

Urszula x

IMG_1366IMG_1091IMG_1075IMG_0965IMG_0955IMG_0937

Mimo wszystko

Fatalny weekend. Zadarza się i tak. Wszystko toczy się pod górkę. Po weekendzie nadchodzi poniedziałek. Dzień, którego większość ludzi nie darzy sympatią. Należę do nich również i ja. Budzę się rano i docierają do mnie zdarzenia minionych dni i chcę uciec jak najdalej. Do tego problemy w pracy, na samą myśl robi mi się niedobrze. Trzeba jednak wstawić czoła rzeczywistości bo został mi dany kolejny dzień życia. Szybki prysznic i aromatyczna kawa poprawiają mi nieco humor. Zabieram się do pracy. Robię ciasto na naleśniki i przygotowuję owocową przekąskę do szkoły dla starszej córki. Echo potwornego weekendu nieco przycichło. Dzisiejszy ranek okazuje się przyjazny. Dziewczyny grzecznie wstały bez narzekania, ubrały się samodzielnie bez przekomarzań i kłótni. Jest dobrze – myślę. Po odprowadzeniu dzieci do szkoły zostaję sama z moim bólem, którzy przysporzyli mi inni. Należę do osób wrażliwych więc odbieram wszystko ze swoistą dla siebie intensywnością. Na własnej skórze odczułam konsekwencje pisania bloga. Od jednych otrzymałam gratulacje za fajny blog a drudzy uznali, że wylewam publicznie swoje żale. Jedni uważają, że jestem szczera inni, że bezczelna. Jedni widzą we mnie dzielną kobietę, która wszystko ogarnia, dom, dzieci, pracę a inni uważają, że przesadzam i próbuję być perfekcyjna. Cóż, każdy odbiera świat oczami swojej duszy. Pisanie bloga w najproszy sposób pozwala zweryfikować człowieka.

Jestem sobą i to jest najważniejsze. Nie jest tak, że koncentruję się na sprawach błahych tylko nie zaniedbuję moich obowiązków. Jestem sobą i jestem szczera w relacjach z ludzmi. Wielu sobie to ceni bo jak twierdzą nieznoszą kłamstwa i fałszywości. Inni wprost przeciwnie.

Założyłam bloga, ponieważ chciałam tworzyć coś co będzie moim dziełem. Moim miejscem, gdzie mogę zwolnić pędzący czas. Oderwaniem się od codzienności. Po powrocie do domu czuję, że ogarnia mnie niemoc a za oknem takie piękne słońce. Wychodzę na spacer. Idę. Oddycham. Wietrzę głowę. Cudowny krajobraz i nieskazitelnie błękitne niebo sprawiają, że powracają moje funkcje życiowe. Maszeruję, fotografuję co się da i znowu czuję się szczęśliwa. Spotykam ludzi, uśmiecham się do nich i mówię szczere Good Morning. Jaki piękny dziś dzień. Jak ja kocham taką ciszę i tę przyjazną przyrodę. Przystanęłam pod starym dębem z majestatycznie rozrośniętą koroną. Dookoła pola, łąki, lasy otulone łagodnym blaskiem słońca. Oddycham spokojnie…myślę o tych wspaniałych osobach, które rozumieją mnie chyba lepiej niż ja siebie samą. Dziękując za ich obecność, zrozumienie i dobre rady. Bo każdy jest szczęśliwszy, kiedy ma szczerego przyjaciela.  Jestem szczęściarą!

Mimo wszystko nadal będę pisała mojego bloga. O życiu, o radościach i rozterkach. Mimo wszystko nie pozwolę sobie odebrać mojej odskoczni. Cieszę się i jestem z siebie dumna, że mam taką odwagę.

Urszula x

IMG_1458IMG_1521IMG_1533IMG_1523IMG_1495IMG_1480IMG_1479IMG_0764IMG_1542

Przerwa od życia

Obiecałam sobie, że kiedy dziewczyny będą w szkole ja sama zajmę się w końcu tylko i wyłącznie tym co lubię. Na przykład wrócę do aktywności fizycznej lub czytania książek. Tymczasem biagam i załatwiam różne sprawy, których końca nie ma. Ciągle doba jest za krótka i czas biegnie jak szalony. Wszystko musi być zaplanowane, każdy jeden dzień. Zakupy, porządki, gotowanie, zadania domowe i moja praca. Kłotnie dziewczyn i nieustanne przypominanie by posprzątały swój pokój. Zmęczenie, które mnie przyprawia o zawrót głowy….

Potrzebuję wakacji od życia.

Gdybym tylko miała taką możliwość i mogła wziąć przerwę od mojego życia zatonęłabym w książkach, popijając pyszną kawę bez pośpiechu. Spędzałabym długie ranki w łóżku bez obawy, że ktoś mnie z niego wyrwie, bo śniadanie nie jest gotowe a wieczory….byłyby magiczne, spacerowe przy zachodzie słońca…

Życie na pełnych obrotach i nie ważne czy jest środek tygodnia, czy weekend, wakacje lub święta. Zawsze na posterunku. Czasem czuję się jakym była w rozpędzonym pociągu, którego nie umiem zatrzymać.

Wyobrażałam sobie, że jak już dziewczyny będą w szkole, życie będzie toczyło się wolniej. Pewnie za dużo sobie wyobrażałam.

Może problem tkwi we mnie? Znowu narzuciłam sobie za dużo obwiązków bo kieruje mną wygórowana ambicja. Zawsze byłam ambitna i nie lubiłam marnować czasu.

Czasem myślę, że Pan Bóg żarty ze mnie sobie zrobił! Mam 41 lat i instynktownie szukam spokoju. Dzieci powinno się mieć w sile wieku dwudziestu paru lat. W tym czasie ja nie wiedząc co zrobić ze swoim potencjałem, biegałam po górach, miałam dwie prace i studia. Nigdy nie byłam zmęczona.

Chcę się zatrzymać i nabrać dystansu a przecież nie da się wysiąść z pędzącego pociągu.

Uprzejmość ponad wszystko

Czasem mam ochotę zamieszkać na bezludnej wyspie albo przenieść się w inną epokę. Niejednokrotnie, widząc niektóre zachowania międzyludzkie, zastanawiam się, czy to pęd dzisiejszego świata czy wrodzony egoizm.

Uczę moje dzieci, życzliwości i szacunku do innych mimo wszystko, ponieważ wierzę, że dobroć zwycięża.

Uczę je szacunku również do samych siebie.

Uczę je też asertywności, która szczególnie w dzisiejszych czasach jest niezbędna by przetrwać i nie dać się “zajechać”.

Temu młodemu pokoleniu jest trudniej trzymać fason, ponieważ dziś każdy robi i zachowuje się jak mu się podoba. W czasach, kiedy ja byłam dzieckiem wszyscy byli wychowywani mniej więcej jednakowo. Dziś asertywność jest często postrzegana jako niegrzeczność a niestety trzeba się nią wykazywać bardzo często, ponieważ niektórzy mylą uprzejmość ze słabością. W świecie pozbawionym autorytetów potrzeba odwagi, żeby być normalnym. Niezachwianie wierzę w uprzejmość, że warto, a nawet trzeba na przekór opryskliwości, która kipi zewsząd.

“To zawsze my  rodzice jesteśmy odpowiedzialni za to, by wychować nasze dzieci nie tylko na dobrych ale i na silnych ludzi”  niespełna rok temu usłyszałam te słowa z ust mądrej, starszej pani, które bardzo zapadły mi w pamięci.

Zamykam oczy, biorę głęboki oddech i w myślach liczę jeden, dwa, trzy i już….tlen w mojej głowie przegania negatywne myśli. Otwieram oczy i widzę moją rodzinę, oni są najważniejsi. To dla nich, żyję, pracuję i wyznaczam sobie cele. Wokoło piękny świat cały u naszych stóp. Tylko od nas zależy jak się nim zachwycimy.

Życzę Wam dużo optymizmu Urszula x

 

 

IMG_0431

 

 

Jesienią

Kiedy kończy się lato i nastaje jesień niektórych dopada przykry nastrój, innych nostalgia a jeszcze innych ulga po przeżytych upalnych dniach. Dla mnie każda pora roku ma swój urok i z każdej cieszę się tak samo. Jesień jest porą, kiedy wciągamy ciepłe skarpety, grube swetry i zaszywamy się w ulubionym fotelu z książką. To czas rozgrzewających herbatek oraz lampionów zapalanych by rozjaśnić długie wieczory. Słońce, które przyświeca nieco niżej wciąż jednak rześkio, rozgania poranne mgły. Lubię długie spacery po lesie i radość z patrzenia na kolory drzew, krzewów i traw. Mimo ograniczonego czasu a może własnie dlatego, że czas bycia razem bez pośpiechu mamy tak bardzo ograniczony, cenię sobie rodzinne chwile, a w szczególności te spędzone na łonie natury. Smak gorącej herbaty z termosu i szum liści pod nogami. Niczym niezmącona cisza….a po powrocie do domu na stole ciepły gulasz z warzywami podany z chrupiącym chlebem oraz kieliszkiem wytrawnego, czerwonego wina. Co może być więc złego w jesieni? Może dotkliwa świadomość o przemijaniu, którą każdy z nas nosi w sercu ale trzyma się od niej z dystansem. W tym roku w ten jesienny czas, w listopadzie będę obchodziła okrągłą, dziesiątą już rocznicę przybycia do Anglii….kiedyś bolesna rocznica ale nie dzisiaj….nadal brakuje mi rodziny, która została w Polsce oraz przyjaciół ale mogę w końcu przyznać, że jestem tutaj szczęśliwa.

Pamiętam doskonale moje górskie wędrówki z przyjaciółmi, a także te samotne, podczas, których idąc godzinami rozmyślałam. Jesienią były najpiękniejsze….niezwykłe….a kiedy podczas stromych podejść w pocie czoła z rozkołatanym od wysiłku sercem, sięgałam po wodę niesioną w plecaku, z zaskoczeniem stwierdzałam, że mimo pięknego słońca na niebie zawsze pozostawała chłodna i orzeźwiająca dzięki, jesiennym temperaturom. Idealnie.

Uczucie, kiedy stawałam wreszcie na szczycie, zmęczona ale do nieprzytomności szczęśliwa. Bezcenne.

Świadomość potęgi Boga nad człowiekiem i światem, który zapewne tworzył góry w przypływie dobrego nastroju. Mogłabym bez końca snuć wspomnienia, o górach o Polsce, o wspaniałych ludziach….

Żyję teraz w innym kraju, nie takim już obcym…z kawałkiem zostawionego tu życia i wspomnień….tych pięknych i tych bolesnych….dziś jestem wdzięczna za te doświadczenia…

Na szczęście jesień i tutaj jest tak samo piękna. To czas zbiorów, gromadzenia zapasów i czas pieczenia ciasta, kiedy wraz z jego zapachem, który wypełnia nasz dom, odnajdujemy poczucie bezpieczeństwa. To czas zwolnienia życiowego tempa i czas spacerów w kaloszach. Myślę, że każdy choć trochę ucieka się do tych małych przyjemności, które w mniejszym lub większym stopniu wypełniają nasze życie.

Życzę Wam takich chwil jak najwięcej..

Urszula

 

 

 

 

Okazuje się, że ze mną wszystko w porządku…

Od kilku dni moje życie stało się poukładane i spokojne. Zniknął pośpiech, który zjadał moją całą energię życiową a stres został zminimalizowany praktycznie do zera. Mogę śmiało stwierdzić, że jestem bardzo uświadomioną szczęściarą. Od owych kilku dni Amelka chodzi do szkoły na tak zwany cały etat. Oznacza to, że obie z Elizą spędzają tyle samo czasu poza domem. Dużym plusem jest to, że od samego początku lubią szkolne zajęcia i nie płaczą po kątach, kiedy mama lub tata odstawiają je pod opiekę nauczycielskiej kadry. Oczywiście nadal pełnię moje liczne obowiązki gospodyni domowej oraz nadal jestem mamą pracującą zawodowo. Każdego dnia na zmianę z mężem odrabiamy zadania domowe z Elizą i czytamy dziewczynom książeczki na dobranoc. Jest jednak duża różnica między tym co było a tym co jest teraz. W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy przeszłam prawdziwą szkołę przetrwania. Okres, kiedy dziewczyny były ząbkującymi niemowlaczkami w pieluszkach był niczym w porównaniu do minionych ostatnich miesięcy. Presja codzienności i duży niedobór snu sprawiły, że miałam problemy z kontrolowaniem się bez ogródek mówiłam ludziom co myślę. Niektórzy się obrazili. Przestałam się martwić tym co myślą o mnie inni. Zwyczajnie nie miałam na to czasu. Stałam się do bólu zorganizowana, ponieważ nie umiem zaniedbywać rodziny, siebie, domu. Miewałam ciężkie momenty, pomyślałam, że dopadła mnie depresja. Planowałam pójść nawet do lekarza ale zwyczajnie nie miałam kiedy…

Pomyślałam….co się ze mną stało??

Zawsze zmęczona.

Pozbawiona energii i pozytywnego myślenia.

Muszę zrobić badania….może to tarczyca….

Kiedyś zdobywałam na masę górskie szczyty, wszędzie poruszałam się rowerem i dużo, zawsze dużo pracowałam …. miałam też czas dla znajomych i przyjaciół….teraz zmuszam się absolutnie do wszystkiego…nie pomagają biegi na łonie natury, ani ćwiczenia fizyczne z Chodzią ani nawet zielone koktajle…..zawsze zmęczona….

Od kilku dni dotarło do mnie, że to nie żadna depresja tylko ciągły dręczący pęd pozbawił mnie radości życia. Brak odskoczni, brak czasu, brak snu, brak spokoju.

Razem z mężem nie mogąc liczyć na niczyją pomoc jakoś przeżyliśmy ten czas…

Są w życiu człowieka etapy, które trzeba po prostu znieść, przebrnąć…ważne tylko by przy tym wszystkim nie zapomnieć również o sobie, zadbać o własne zdrowie bo bez niego posypie się wszystko. Rodzina, plany, marzenia….Po wyrzuconej złości, wylanych z bezsilności łzach, pretensjach do samego Pana Boga, w końcu przyszedł spokój. Jestem teraz silniejsza, szczęśliwsza i bardziej wdzięczna za wszystko. Odnalazłam na nowo równowagę i cudowne poczucie bezpieczeństwa. Rodzina to Dar. Proszę Stwórcę by uzdalniał mnie do nowych zadań, które będzie mi dane jeszcze przeżyć.

Urszula x

 

20170507_165721

Proza Zycia

 

Ponoć pisanie bloga nie jest wyścigiem lecz maratonem, więc mała przerwa w pisaniu chyba nie zaszkodzi. Tak się złożyło, że znowu wróciłam na stare tory biegu życia. Ciągle coś mam do załatwienia, ciągle coś do zrobienia. Biegam w kółko taka zajęta, że nawet nie wiem, kiedy dni uciekają. Przy moim blogu jestem cały czas, myślami. Układam sobie w głowie zdania, które chcę napisać. Ciągle jednak nie mogę znaleźć czasu by coś w końcu wystukać.

Nie lubię tego pędu i zmęczenia, że czasem aż mi tchu brakuje. Nie lubię stresu i pośpiechu, którymi często towarzyszy i nie lubię uczucia, że zostaję w tyle z domową robotą. Nie mówiąc już o zajęciu się swoimi przyjemnościami. Jednego dnia jestem na pełnych obrotach od rana do wieczora z nadzieją, że skoro dziś podgonię domowe obowiązki to jutro z pewnością będzie luźniej i w końcu będę mogła zająć się swoimi sprawami min. pisaniem bloga. Z rozczarowaniem stwierdzam, że owe luźniejsze jutro nie nadchodzi i kolejny dzień jest również wypchany po brzegi. Jak to możliwe? Złości mnie to ale nie poddaję się. Czasem się wypłaczę, czasem wykrzyczę i ponarzekam ale brnę dalej. Staram się doceniać wszystko co mam. Dostaję od życia więcej niż kiedykolwiek oczekiwałam.

Mam dobrego, oddanego męża, dwie piękne córeczki, lubię nasze mieszkanko, które ciągle urządzam i ozdabiam z pasją, lubię moją pracę, świetną atmosferę jaka tam panuje, wyrozumiałą szefową i życzliwe koleżanki. Jeszcze rok temu martwiłam się, że nie mam konkretnej pracy ze stałymi godzinami. Zupełnie spontanicznie wysłałam moje CV nie oczekując odpowiedzi. Udało się.

Po pięciu latach męczarni pracując w jednej z najbardziej obskurnej placówce w końcu trafiłam na idealne miejsce, które odpowiada mi bardzo i daje możliwości dalszego rozwoju jeśli tylko zechcę. Wszystko idzie dobrze. Wszystko się układa.

Jedyne czego mi brakuje to czas by pobyć sama ze sobą. Zdecydowanie potrzebuję więcej czasu w ciszy i samotności by się zresetować, wyciszyć, nabrać dystansu do pewnych spraw. Uważam, że każdy takiego czasu potrzebuje by nie zapomnieć o swoich potrzebach, pragnieniach, by znaleźć swoją drogę do samorealizacji.

20170410_120253

Kochani wszystkim moim czytelnikom życzę wspaniałych, błogosławionych, rodzinnych Świąt Wielkanocnych, pogody ducha i niegasnącej nadziei. Bądźcie szczęśliwi!

Urszula X

Dla Ciebie

Lubię Walentynki chociaż wiem, że zdania na ten temat są podzielone. Celebruję to, że mam je z kim spędzać. Wspominam, kiedy poznaliśmy się i to, jak zostałam zapytana czy zostanę Jego żoną. To był sierpień, tuż po połowie, kiedy z jednego końca Polski jechaliśmy na drugi, tłukąc się całą noc pociągiem z Bielska Białej do Gdańska, by za dwa dni wracać z powrotem. Konduktor sprawdzając nasze bilety żartował mówiąc „ ach, wy to się najeździcie!”
Na malowniczej plaży w Jego rodzinnych stronach, przy szumie bałtyckich fal, nieśmiało zapytał o moją rękę. Pamiętam doskonale, kiedy rok później wracaliśmy z naszego przyjęcia weselnego. Trzymaliśmy się za ręce, byłam taka szczęśliwa, pełna optymizmu i spokoju.

Kiedy poznałam mojego męża życie nabrało sensu, blasku, radości. Od tej pory czuję się kochana, wyjątkowa i wiem, że nigdy by mnie świadomie nie skrzywdził. To przy Nim odnalazłam poczucie bezpieczeństwa i wiarę w spełnianie marzeń. Jesteśmy parą, mężem i żoną ale też dobrymi kumplami, przyjaciółmi. Ufam Mu bezgranicznie. Od samego początku razem dzielimy zarówno chwile piękne i te mniej przyjemne, z którymi przychodzi nam się zmierzyć.

Niezapomniana podróż poślubna do Rzymu. W blasku włoskiego, gorącego słońca, cieszyliśmy się sobą, napotkanymi ludźmi, miastem. Ciepłe, długie wieczory, kiedy rzymski zgiełk nieco cichł, my zaszywaliśmy się kąciku romantycznej restauracji, gdzie jak  co wieczór, czekał na nas zarezerwowany stolik. Rozmawialiśmy, snuliśmy plany, bez cienia stresu, bez pośpiechu jakby czas przestał istnieć.

Decyzję o powiększeniu rodziny podjęliśmy szybko. Pierwsza ciąża i przyjście na świat Elizy. Wszystko było takie nowe, podszyte strachem z braku wiedzy i doświadczenia. Kontrolne wizyty lekarskie związane z ciążą, poród i nieprzespane noce, kiedy córeczka budziła się na karmienie, przeżywaliśmy razem. Pierwsze kupno mieszkania, pierwsze urodzinki, pierwsze rodzinne wakacje.

Na drugie dziecko, naszą Amelcię zdecydowaliśmy się zgodnie i pewnie tak jak przy Elizi. Kolejna ciąża, kolejny poród i znowu nieprzespane noce.
Razem.
Kłótnie owszem.
Ciche dni też.
Razem.
Nawet, kiedy to ja rozpoczynam awanturę z jego ust pierwsze pada słowo PRZEPRASZAM. Jestem zołzą, jestem szczęściarą.

Walentynki są między innymi dla takich osób jak ja, żeby uświadomić sobie kolejny raz, że mam wspaniałego człowieka u swojego boku i to, że za rzadko mu mówię jak bardzo go kocham.

 

Chciałabym Ci podziękować Kochany Mężu za to, że jesteś. Za to, że potrafisz patrzeć dalej niż ja, wierzyć mocniej niż ja oraz za to, że kiedy moja cierpliwość wygasa Ty wspierasz ją swoją, kiedy moja nadzieja słabnie Ty rozpalasz ją na nowo. Za nasze marzenia te spełnione i te, o których ciągle śnimy. Jesteś dla mnie wszystkim. Kocham Cię.

Twoja żona xxxxxx

 

Pokonac Zimowa Chandre

Chociaż mamy już luty i najbardziej dłużący miesiąc w roku za nami to i tak na wiosnę jeszcze trochę musimy poczekać. Dni powoli stają się coraz dłuższe, niemniej jednak zmrok ciągle przychodzi za szybko. Często dopada nas apatia, spadek energii a motywacja jest na bardzo niskim poziomie. Jak temu zaradzić? Jak podnieść swoje samopoczucie, kiedy ledwo ogarniam wszystko dookoła? Najlepszym sposobem na energetyczny zastrzyk jest oczywiście aktywność fizyczna. Był czas, kiedy wstawałam wcześnie rano by poćwiczyć z Chodakowską i szło mi bardzo dobrze. Ponad pół roku regularnie ćwiczyłam i biegałam, czułam się fantastycznie. Przyszedł jednak czas na zmianę pracy a wraz z nią wydłużające się spędzone w niej godziny. Niestety zmusiło mnie to do zrezygnowania z ćwiczeń i ograniczenia mojej aktywności do spacerów. Praca do późna oraz wczesne wstawanie sprawiły, że musiałam zwolnić. Zwyczajnie nie miałam siły na siły ambitne treningi. Sytuacja ta z pewnością się nie zmieni, dopóki Amelka na dobre nie pójdzie do szkoły. Tymczasem jeszcze trochę potęsknię to dobrowolnie wyciskanego potu i niesamowitej satysfakcji. Nie każdy jednak lubi ćwiczenia, jest oczywiście wiele innych sposobów, by utrzymać dobre samopoczucie na wyższym poziomie. Dobrze jest zrobić listę i wypisać je na kartce papieru by sobie przypomnieć, że one istnieją. Oto moje;

Samotne spacery,
Czytanie,
Długie kąpiele z pianą,
Rodzinne oglądanie telewizji w deszczowe ponure dni, w naszym przypadku niedziele
Wieczory pod kocykiem z kubkiem ciepłej herbaty lub lampką wina,
Świeże kwiaty na stole,
Lampki i świece palące się w domowych zakamarkach,
Fotografia

Ważne jest by w tym całym zabieganiu, znaleźć czas na małe radości, które poprawiają jakość życia, podnoszą poczucie wartości i satysfakcji. Zimowa pora ma swój urok, z pewnością nie jest przeszkodą do bycia zadowolonym. Tęsknię do ciepłych dni spędzanych w parkach na piknikach ale póki co, staram się umilić czas tu i teraz. Ubieram ulubione ciepłe buty lub kalosze, kurtkę oraz grubą czapkę i wychodzę z domu. Posnuję się trochę wśród natury, porozmyślam, nacieszę oko krajobrazami i wracam jakby lżejsza, uwolniona od presji, którą często sama sobie narzucam. W dni, kiedy lepiej nie wychylać nosa na zewnątrz, zaszywam się w domowych pieleszach i o ile obowiązki pozwalają, studiuję ulubione magazyny poszukując inspiracji i delektuję się ulubioną herbatą dodatkiem pomarańczy, cytryny i imbiru. W mroźne, ciemne ranki, rozkoszuję się zapachem świeżo zmielonej kawy, popijając w spokoju, wsłuchując się w grające radio, zanim zbudzę dziewczyny. Lubię zimę tak samo jak inne pory roku!

Sztuką jest znaleźć radość we wszystkim.

Ula