Inne dziś…

Dziś zacznę inaczej… przysiądę na chwilkę i przyjrzę się sobie. Smakując porannej kawy w ciszy, zacznę od wdzięczności…za nowy dzień i nową szansę by powiedzieć kocham. Za to, że obudziłam się w ciepłym, miękkim łóżku i mam z czego przygotować posiłek dla rodziny. Popatrzę na moje pociechy, marudzące, że za wcześnie muszą wstać i poczuję czystą radość, że są zdrowe i dobre jak sądzę. Poczuję radość i ulgę, że wciąż są jeszcze takie małe i lubią się tulić. Chętnie biorę je w ramiona i tulę….odpędzam złe duchy codzienności….

Odetchnę i przestanę się martwić, że nie wyrobię się z obowiązkami i znowu nie zdążę odpocząć przed nocną zmianą. Czasami po poprostu trzeba zacisnąć zęby i bez głębszego wnikania brnąć na przód. Taki etap w życiu, przez który trzeba przejść. Przestanę narzekać, że czasem nie lubię swojej pracy, przecież lepiej jest mieć ciężki dzień w pracy niż dobry dzień na zasiłku z niekończącą się niepewnością…

Nie będę się stresowała każdego poranka i  pędziła na złamanie karku w poczuciu zamętu, poganiając dziewczyny, powtarzając w kółko, że się spóźnimy. Zdam sobie sprawę, że zawsze jesteśmy w szkole na czas… a spóźnialstwo chociaż nie jest tolerowane to z pewnością końcem świata nie jest…

Przestanę być zachłanna na życie żądając więcej i więcej. Lepsza praca, nowy dom, nowi, lepsi ludzie wokoło….

Dziś podziękuję pewnej znajomej mamie za zaproszenie na urodziny synka i poczuję radość, że ktoś oczekuje naszej obecności w tak ważnym dniu.

Na wszystko przyjdzie czas i warto mieć marzenia i plany.

Życie toczy się tu i teraz nieustannie. Dziś świadomie chcę podejść do tych wszystkich chwil, które tak ulotne są….

Świadomość, że nie na wszystko mamy wpływ, pozwala mi podejść do życia z dystansem.

Zacznę i zakończę mój dzień wdzięcznością przede wszystkim a reszta sama się ułoży.

Z pozdrowieniami

Urszula

IMG_1957IMG_1953IMG_1847IMG_1864IMG_1837IMG_1619

IMG_196320171025_145824_001

Advertisements

Drugi Dom

Minęło dziesięć lat od kiedy opuściłam kraj rodzinny i przybyłam na Zielone Wyspy. Nie mogę uwierzyć, że to już tyle czasu. Dzień wyjazdu pamiętam doskonale. W jednej walizce spakowane całe życie wraz ze świeżutkim i pachnącym dyplomem magistra. Plany, marzenia i świadomość, że łatwo nie będzie. Bez znajomości języka angielskiego w szczególności. Nie bałam się, kierowała mną raczej ciekawość świata. Jak to zwykle bywa początki były trudne ale wierzyłam, że uda mi się je przezwyciężyć. Trzeba było tylko obrać strategię działania i działać. Jak spora liczba naszych rodaków, zaczęłam od pracy w kuchni, potem sprzątałam domy aż w końcu zamieszkałam z pewną rodziną. Opiekując się ich dziećmi, domem, będąc ich prywatnym kierowcą  byłam zmuszona jakoś się dogadać. Oni byli cierpliwi i znosili moje olbrzymie braki w angielskim. Pracowałam za bardzo małe pieniądze ale dzięki tej pracy mogłam pójść do szkoły językowej, ponieważ taka była miedzy nami umowa. Dałam sobie rok na początkową naukę języka. Wiedziałam, że bez tego nie osiągnę tego co sobie zamierzyłam. Będąc na każde skinienie mój dzień był wypełniony licznymi obowiązkami od świtu do wieczora. Wiedziałam, że pracuję za dużo. Czułam się wyzyskiwana ale wiedziałam też, że muszę to przetrwać. Po niecałym roku zaczęłam aplikować na pracę w domu opieki. Udało się. Tam również nie było łatwo. Gdzieś między rozpaczą a zagubieniem poznałam mojego męża i nagle świat stał się piękniejszy. Praca zawodowa, kariera przestały być ważne. Wkrótce przyszły na świat nasze dzieci. Rodzina stała się dla mnie priorytetem. Praca i mój własny rozwój przestał być ważny. Życie zweryfikowało. Jestem wdzięczna bo mam dla kogo żyć i choć bywają chwile okropne to wiem, że dokonałam właściwych wyborów. Ostatnie dziesięć lat przyniosły diametralne zmiany w moim życiu. Wszystko się poukładało i nabrało sensu. Jestem teraz dojrzałą kobietą z dużym bagażem doświadczeń. Jestem żoną, jestem mamą, jestem Polką na emigracji. W kraju zielonych wzgórz, spektakularnie pięknych chmur i nie za gorącego lata stworzyłam, stworzyliśmy razem z moim mężem nasz dom. Drugi dom. Nauczyłam się cieszyć ludźmi, kulturą, tradycjami tego kraju nie zapominając przy tym o swoich, polskich wyrytych głęboko w sercu. Jestem Polką na emigracji, jestem dumna z Polskości i przenigdy nie zapominam o własnych korzeniach. Bo gdy “śpiewa ci obcy wiatr, zachwyca obcy świat lecz serce tęskni, bo gdzieś daleko stąd został rodzinny dom….tam jest najpiękniej”…..tak brzmiały słowa piosenki – hymnu klasowego w szkole podstawowej. Nie sądziłam, że kiedyś staną mi się takie bliskie.

Dom tworzymy my sami, dom jest zawsze tam gdzie są nasi najbliżsi.

Urszula x

IMG_1366IMG_1091IMG_1075IMG_0965IMG_0955IMG_0937

Mimo wszystko

Fatalny weekend. Zadarza się i tak. Wszystko toczy się pod górkę. Po weekendzie nadchodzi poniedziałek. Dzień, którego większość ludzi nie darzy sympatią. Należę do nich również i ja. Budzę się rano i docierają do mnie zdarzenia minionych dni i chcę uciec jak najdalej. Do tego problemy w pracy, na samą myśl robi mi się niedobrze. Trzeba jednak wstawić czoła rzeczywistości bo został mi dany kolejny dzień życia. Szybki prysznic i aromatyczna kawa poprawiają mi nieco humor. Zabieram się do pracy. Robię ciasto na naleśniki i przygotowuję owocową przekąskę do szkoły dla starszej córki. Echo potwornego weekendu nieco przycichło. Dzisiejszy ranek okazuje się przyjazny. Dziewczyny grzecznie wstały bez narzekania, ubrały się samodzielnie bez przekomarzań i kłótni. Jest dobrze – myślę. Po odprowadzeniu dzieci do szkoły zostaję sama z moim bólem, którzy przysporzyli mi inni. Należę do osób wrażliwych więc odbieram wszystko ze swoistą dla siebie intensywnością. Na własnej skórze odczułam konsekwencje pisania bloga. Od jednych otrzymałam gratulacje za fajny blog a drudzy uznali, że wylewam publicznie swoje żale. Jedni uważają, że jestem szczera inni, że bezczelna. Jedni widzą we mnie dzielną kobietę, która wszystko ogarnia, dom, dzieci, pracę a inni uważają, że przesadzam i próbuję być perfekcyjna. Cóż, każdy odbiera świat oczami swojej duszy. Pisanie bloga w najproszy sposób pozwala zweryfikować człowieka.

Jestem sobą i to jest najważniejsze. Nie jest tak, że koncentruję się na sprawach błahych tylko nie zaniedbuję moich obowiązków. Jestem sobą i jestem szczera w relacjach z ludzmi. Wielu sobie to ceni bo jak twierdzą nieznoszą kłamstwa i fałszywości. Inni wprost przeciwnie.

Założyłam bloga, ponieważ chciałam tworzyć coś co będzie moim dziełem. Moim miejscem, gdzie mogę zwolnić pędzący czas. Oderwaniem się od codzienności. Po powrocie do domu czuję, że ogarnia mnie niemoc a za oknem takie piękne słońce. Wychodzę na spacer. Idę. Oddycham. Wietrzę głowę. Cudowny krajobraz i nieskazitelnie błękitne niebo sprawiają, że powracają moje funkcje życiowe. Maszeruję, fotografuję co się da i znowu czuję się szczęśliwa. Spotykam ludzi, uśmiecham się do nich i mówię szczere Good Morning. Jaki piękny dziś dzień. Jak ja kocham taką ciszę i tę przyjazną przyrodę. Przystanęłam pod starym dębem z majestatycznie rozrośniętą koroną. Dookoła pola, łąki, lasy otulone łagodnym blaskiem słońca. Oddycham spokojnie…myślę o tych wspaniałych osobach, które rozumieją mnie chyba lepiej niż ja siebie samą. Dziękując za ich obecność, zrozumienie i dobre rady. Bo każdy jest szczęśliwszy, kiedy ma szczerego przyjaciela.  Jestem szczęściarą!

Mimo wszystko nadal będę pisała mojego bloga. O życiu, o radościach i rozterkach. Mimo wszystko nie pozwolę sobie odebrać mojej odskoczni. Cieszę się i jestem z siebie dumna, że mam taką odwagę.

Urszula x

IMG_1458IMG_1521IMG_1533IMG_1523IMG_1495IMG_1480IMG_1479IMG_0764IMG_1542

Przerwa od życia

Obiecałam sobie, że kiedy dziewczyny będą w szkole ja sama zajmę się w końcu tylko i wyłącznie tym co lubię. Na przykład wrócę do aktywności fizycznej lub czytania książek. Tymczasem biagam i załatwiam różne sprawy, których końca nie ma. Ciągle doba jest za krótka i czas biegnie jak szalony. Wszystko musi być zaplanowane, każdy jeden dzień. Zakupy, porządki, gotowanie, zadania domowe i moja praca. Kłotnie dziewczyn i nieustanne przypominanie by posprzątały swój pokój. Zmęczenie, które mnie przyprawia o zawrót głowy….

Potrzebuję wakacji od życia.

Gdybym tylko miała taką możliwość i mogła wziąć przerwę od mojego życia zatonęłabym w książkach, popijając pyszną kawę bez pośpiechu. Spędzałabym długie ranki w łóżku bez obawy, że ktoś mnie z niego wyrwie, bo śniadanie nie jest gotowe a wieczory….byłyby magiczne, spacerowe przy zachodzie słońca…

Życie na pełnych obrotach i nie ważne czy jest środek tygodnia, czy weekend, wakacje lub święta. Zawsze na posterunku. Czasem czuję się jakym była w rozpędzonym pociągu, którego nie umiem zatrzymać.

Wyobrażałam sobie, że jak już dziewczyny będą w szkole, życie będzie toczyło się wolniej. Pewnie za dużo sobie wyobrażałam.

Może problem tkwi we mnie? Znowu narzuciłam sobie za dużo obwiązków bo kieruje mną wygórowana ambicja. Zawsze byłam ambitna i nie lubiłam marnować czasu.

Czasem myślę, że Pan Bóg żarty ze mnie sobie zrobił! Mam 41 lat i instynktownie szukam spokoju. Dzieci powinno się mieć w sile wieku dwudziestu paru lat. W tym czasie ja nie wiedząc co zrobić ze swoim potencjałem, biegałam po górach, miałam dwie prace i studia. Nigdy nie byłam zmęczona.

Chcę się zatrzymać i nabrać dystansu a przecież nie da się wysiąść z pędzącego pociągu.

Uprzejmość ponad wszystko

Czasem mam ochotę zamieszkać na bezludnej wyspie albo przenieść się w inną epokę. Niejednokrotnie, widząc niektóre zachowania międzyludzkie, zastanawiam się, czy to pęd dzisiejszego świata czy wrodzony egoizm.

Uczę moje dzieci, życzliwości i szacunku do innych mimo wszystko, ponieważ wierzę, że dobroć zwycięża.

Uczę je szacunku również do samych siebie.

Uczę je też asertywności, która szczególnie w dzisiejszych czasach jest niezbędna by przetrwać i nie dać się “zajechać”.

Temu młodemu pokoleniu jest trudniej trzymać fason, ponieważ dziś każdy robi i zachowuje się jak mu się podoba. W czasach, kiedy ja byłam dzieckiem wszyscy byli wychowywani mniej więcej jednakowo. Dziś asertywność jest często postrzegana jako niegrzeczność a niestety trzeba się nią wykazywać bardzo często, ponieważ niektórzy mylą uprzejmość ze słabością. W świecie pozbawionym autorytetów potrzeba odwagi, żeby być normalnym. Niezachwianie wierzę w uprzejmość, że warto, a nawet trzeba na przekór opryskliwości, która kipi zewsząd.

“To zawsze my  rodzice jesteśmy odpowiedzialni za to, by wychować nasze dzieci nie tylko na dobrych ale i na silnych ludzi”  niespełna rok temu usłyszałam te słowa z ust mądrej, starszej pani, które bardzo zapadły mi w pamięci.

Zamykam oczy, biorę głęboki oddech i w myślach liczę jeden, dwa, trzy i już….tlen w mojej głowie przegania negatywne myśli. Otwieram oczy i widzę moją rodzinę, oni są najważniejsi. To dla nich, żyję, pracuję i wyznaczam sobie cele. Wokoło piękny świat cały u naszych stóp. Tylko od nas zależy jak się nim zachwycimy.

Życzę Wam dużo optymizmu Urszula x

 

 

IMG_0431

 

 

Okazuje się, że ze mną wszystko w porządku…

Od kilku dni moje życie stało się poukładane i spokojne. Zniknął pośpiech, który zjadał moją całą energię życiową a stres został zminimalizowany praktycznie do zera. Mogę śmiało stwierdzić, że jestem bardzo uświadomioną szczęściarą. Od owych kilku dni Amelka chodzi do szkoły na tak zwany cały etat. Oznacza to, że obie z Elizą spędzają tyle samo czasu poza domem. Dużym plusem jest to, że od samego początku lubią szkolne zajęcia i nie płaczą po kątach, kiedy mama lub tata odstawiają je pod opiekę nauczycielskiej kadry. Oczywiście nadal pełnię moje liczne obowiązki gospodyni domowej oraz nadal jestem mamą pracującą zawodowo. Każdego dnia na zmianę z mężem odrabiamy zadania domowe z Elizą i czytamy dziewczynom książeczki na dobranoc. Jest jednak duża różnica między tym co było a tym co jest teraz. W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy przeszłam prawdziwą szkołę przetrwania. Okres, kiedy dziewczyny były ząbkującymi niemowlaczkami w pieluszkach był niczym w porównaniu do minionych ostatnich miesięcy. Presja codzienności i duży niedobór snu sprawiły, że miałam problemy z kontrolowaniem się bez ogródek mówiłam ludziom co myślę. Niektórzy się obrazili. Przestałam się martwić tym co myślą o mnie inni. Zwyczajnie nie miałam na to czasu. Stałam się do bólu zorganizowana, ponieważ nie umiem zaniedbywać rodziny, siebie, domu. Miewałam ciężkie momenty, pomyślałam, że dopadła mnie depresja. Planowałam pójść nawet do lekarza ale zwyczajnie nie miałam kiedy…

Pomyślałam….co się ze mną stało??

Zawsze zmęczona.

Pozbawiona energii i pozytywnego myślenia.

Muszę zrobić badania….może to tarczyca….

Kiedyś zdobywałam na masę górskie szczyty, wszędzie poruszałam się rowerem i dużo, zawsze dużo pracowałam …. miałam też czas dla znajomych i przyjaciół….teraz zmuszam się absolutnie do wszystkiego…nie pomagają biegi na łonie natury, ani ćwiczenia fizyczne z Chodzią ani nawet zielone koktajle…..zawsze zmęczona….

Od kilku dni dotarło do mnie, że to nie żadna depresja tylko ciągły dręczący pęd pozbawił mnie radości życia. Brak odskoczni, brak czasu, brak snu, brak spokoju.

Razem z mężem nie mogąc liczyć na niczyją pomoc jakoś przeżyliśmy ten czas…

Są w życiu człowieka etapy, które trzeba po prostu znieść, przebrnąć…ważne tylko by przy tym wszystkim nie zapomnieć również o sobie, zadbać o własne zdrowie bo bez niego posypie się wszystko. Rodzina, plany, marzenia….Po wyrzuconej złości, wylanych z bezsilności łzach, pretensjach do samego Pana Boga, w końcu przyszedł spokój. Jestem teraz silniejsza, szczęśliwsza i bardziej wdzięczna za wszystko. Odnalazłam na nowo równowagę i cudowne poczucie bezpieczeństwa. Rodzina to Dar. Proszę Stwórcę by uzdalniał mnie do nowych zadań, które będzie mi dane jeszcze przeżyć.

Urszula x

 

20170507_165721

Kiedy nastała cisza

Opustoszałe mieszkanie…dziś rano mąż zabrał dziewczyny do polskiej szkoły sobotniej. Pierwszy raz odkąd urodziłam dzieci, zostałam w domu sama na dłużej niż trzy godziny. Początkowo nie wiedziałam co z sobą zrobić, więc zrobiłam sobie kawę i zatopiłam się w myślach. Mam tyle marzeń i planów a tu nie wiem od czego zacząć. Poczułam się zagubiona. Serce mi ścisnęło i wypełniło się żalem, smutkiem a w końcu dziwną złością. Nie chcę się użalać nad sobą, czas zacząć działać. Zaparzyłam melisę. Chłodne poranki, takie jak dziś, zwiastują nadchodzącą jesień. Owinęłam się grubym swetrem i wciągnęłam na stopy ciepłe skarpety. Znad kubka parującej, ziołowej herbatki w ręku otworzyłam laptop i to znowu tu jestem. Witam Was ponownie na moim blogu. Zapomniany i opuszczony, czas przywrócić do życia. Minione miesiące były dla nas bardzo ciężkie, wypełnione ciężką pracą i niekończącą się pogonią połączoną z frustracją. Przeżyliśmy, daliśmy radę i teraz głęboko wierzę w to, że chociaż problemy nie będą nas omijały to będzie lepiej. Przed nami ambitne plany i kolejne wyzwania z nimi związane. Jestem pewna, że to co nas czeka to początek spełnienia się naszych najskrytszych marzeń. Nie boję się ani trochę, jestem przekonana o słuszności podejmowanych przez nas decyzji. Póki co życie się toczy tu i teraz. Jak każdą inną porę roku, kocham schyłek lata. Poranne mgły, które otulają pola i pagórki, delikatne promienie słońca, pożółkłe trawy i kolorowe wrzosy, w których jak co roku o tej porze tonie nasze mieszkanie. Dzieci rozpoczęły kolejny rok szkolny, korki na drodze z pracy przybrały na sile. Powrócili wszyscy do rutyny z przed wakacji. W tym roku również na naszą najmłodszą czekają nowe wyzwania. Za niespełna dwa tygodnie zacznie szkołę na dobre. Czas mija szybko, łapmy chwile i kochajmy naszych bliskich.

Chciałabym podziękować Kochanej Teresce za wsparcie i każde dobre słowo. Mimo, że nigdy nie poznałyśmy się osobiście, dzięki sile internetu stałaś mi się bliska jak siostra.

Życzę wszystkim wspaniałego weekendu!

Urszula

Proza Zycia

 

Ponoć pisanie bloga nie jest wyścigiem lecz maratonem, więc mała przerwa w pisaniu chyba nie zaszkodzi. Tak się złożyło, że znowu wróciłam na stare tory biegu życia. Ciągle coś mam do załatwienia, ciągle coś do zrobienia. Biegam w kółko taka zajęta, że nawet nie wiem, kiedy dni uciekają. Przy moim blogu jestem cały czas, myślami. Układam sobie w głowie zdania, które chcę napisać. Ciągle jednak nie mogę znaleźć czasu by coś w końcu wystukać.

Nie lubię tego pędu i zmęczenia, że czasem aż mi tchu brakuje. Nie lubię stresu i pośpiechu, którymi często towarzyszy i nie lubię uczucia, że zostaję w tyle z domową robotą. Nie mówiąc już o zajęciu się swoimi przyjemnościami. Jednego dnia jestem na pełnych obrotach od rana do wieczora z nadzieją, że skoro dziś podgonię domowe obowiązki to jutro z pewnością będzie luźniej i w końcu będę mogła zająć się swoimi sprawami min. pisaniem bloga. Z rozczarowaniem stwierdzam, że owe luźniejsze jutro nie nadchodzi i kolejny dzień jest również wypchany po brzegi. Jak to możliwe? Złości mnie to ale nie poddaję się. Czasem się wypłaczę, czasem wykrzyczę i ponarzekam ale brnę dalej. Staram się doceniać wszystko co mam. Dostaję od życia więcej niż kiedykolwiek oczekiwałam.

Mam dobrego, oddanego męża, dwie piękne córeczki, lubię nasze mieszkanko, które ciągle urządzam i ozdabiam z pasją, lubię moją pracę, świetną atmosferę jaka tam panuje, wyrozumiałą szefową i życzliwe koleżanki. Jeszcze rok temu martwiłam się, że nie mam konkretnej pracy ze stałymi godzinami. Zupełnie spontanicznie wysłałam moje CV nie oczekując odpowiedzi. Udało się.

Po pięciu latach męczarni pracując w jednej z najbardziej obskurnej placówce w końcu trafiłam na idealne miejsce, które odpowiada mi bardzo i daje możliwości dalszego rozwoju jeśli tylko zechcę. Wszystko idzie dobrze. Wszystko się układa.

Jedyne czego mi brakuje to czas by pobyć sama ze sobą. Zdecydowanie potrzebuję więcej czasu w ciszy i samotności by się zresetować, wyciszyć, nabrać dystansu do pewnych spraw. Uważam, że każdy takiego czasu potrzebuje by nie zapomnieć o swoich potrzebach, pragnieniach, by znaleźć swoją drogę do samorealizacji.

20170410_120253

Kochani wszystkim moim czytelnikom życzę wspaniałych, błogosławionych, rodzinnych Świąt Wielkanocnych, pogody ducha i niegasnącej nadziei. Bądźcie szczęśliwi!

Urszula X