Dla Ciebie

Lubię Walentynki chociaż wiem, że zdania na ten temat są podzielone. Celebruję to, że mam je z kim spędzać. Wspominam, kiedy poznaliśmy się i to, jak zostałam zapytana czy zostanę Jego żoną. To był sierpień, tuż po połowie, kiedy z jednego końca Polski jechaliśmy na drugi, tłukąc się całą noc pociągiem z Bielska Białej do Gdańska, by za dwa dni wracać z powrotem. Konduktor sprawdzając nasze bilety żartował mówiąc „ ach, wy to się najeździcie!”
Na malowniczej plaży w Jego rodzinnych stronach, przy szumie bałtyckich fal, nieśmiało zapytał o moją rękę. Pamiętam doskonale, kiedy rok później wracaliśmy z naszego przyjęcia weselnego. Trzymaliśmy się za ręce, byłam taka szczęśliwa, pełna optymizmu i spokoju.

Kiedy poznałam mojego męża życie nabrało sensu, blasku, radości. Od tej pory czuję się kochana, wyjątkowa i wiem, że nigdy by mnie świadomie nie skrzywdził. To przy Nim odnalazłam poczucie bezpieczeństwa i wiarę w spełnianie marzeń. Jesteśmy parą, mężem i żoną ale też dobrymi kumplami, przyjaciółmi. Ufam Mu bezgranicznie. Od samego początku razem dzielimy zarówno chwile piękne i te mniej przyjemne, z którymi przychodzi nam się zmierzyć.

Niezapomniana podróż poślubna do Rzymu. W blasku włoskiego, gorącego słońca, cieszyliśmy się sobą, napotkanymi ludźmi, miastem. Ciepłe, długie wieczory, kiedy rzymski zgiełk nieco cichł, my zaszywaliśmy się kąciku romantycznej restauracji, gdzie jak  co wieczór, czekał na nas zarezerwowany stolik. Rozmawialiśmy, snuliśmy plany, bez cienia stresu, bez pośpiechu jakby czas przestał istnieć.

Decyzję o powiększeniu rodziny podjęliśmy szybko. Pierwsza ciąża i przyjście na świat Elizy. Wszystko było takie nowe, podszyte strachem z braku wiedzy i doświadczenia. Kontrolne wizyty lekarskie związane z ciążą, poród i nieprzespane noce, kiedy córeczka budziła się na karmienie, przeżywaliśmy razem. Pierwsze kupno mieszkania, pierwsze urodzinki, pierwsze rodzinne wakacje.

Na drugie dziecko, naszą Amelcię zdecydowaliśmy się zgodnie i pewnie tak jak przy Elizi. Kolejna ciąża, kolejny poród i znowu nieprzespane noce.
Razem.
Kłótnie owszem.
Ciche dni też.
Razem.
Nawet, kiedy to ja rozpoczynam awanturę z jego ust pierwsze pada słowo PRZEPRASZAM. Jestem zołzą, jestem szczęściarą.

Walentynki są między innymi dla takich osób jak ja, żeby uświadomić sobie kolejny raz, że mam wspaniałego człowieka u swojego boku i to, że za rzadko mu mówię jak bardzo go kocham.

 

Chciałabym Ci podziękować Kochany Mężu za to, że jesteś. Za to, że potrafisz patrzeć dalej niż ja, wierzyć mocniej niż ja oraz za to, że kiedy moja cierpliwość wygasa Ty wspierasz ją swoją, kiedy moja nadzieja słabnie Ty rozpalasz ją na nowo. Za nasze marzenia te spełnione i te, o których ciągle śnimy. Jesteś dla mnie wszystkim. Kocham Cię.

Twoja żona xxxxxx

 

Pokonac Zimowa Chandre

Chociaż mamy już luty i najbardziej dłużący miesiąc w roku za nami to i tak na wiosnę jeszcze trochę musimy poczekać. Dni powoli stają się coraz dłuższe, niemniej jednak zmrok ciągle przychodzi za szybko. Często dopada nas apatia, spadek energii a motywacja jest na bardzo niskim poziomie. Jak temu zaradzić? Jak podnieść swoje samopoczucie, kiedy ledwo ogarniam wszystko dookoła? Najlepszym sposobem na energetyczny zastrzyk jest oczywiście aktywność fizyczna. Był czas, kiedy wstawałam wcześnie rano by poćwiczyć z Chodakowską i szło mi bardzo dobrze. Ponad pół roku regularnie ćwiczyłam i biegałam, czułam się fantastycznie. Przyszedł jednak czas na zmianę pracy a wraz z nią wydłużające się spędzone w niej godziny. Niestety zmusiło mnie to do zrezygnowania z ćwiczeń i ograniczenia mojej aktywności do spacerów. Praca do późna oraz wczesne wstawanie sprawiły, że musiałam zwolnić. Zwyczajnie nie miałam siły na siły ambitne treningi. Sytuacja ta z pewnością się nie zmieni, dopóki Amelka na dobre nie pójdzie do szkoły. Tymczasem jeszcze trochę potęsknię to dobrowolnie wyciskanego potu i niesamowitej satysfakcji. Nie każdy jednak lubi ćwiczenia, jest oczywiście wiele innych sposobów, by utrzymać dobre samopoczucie na wyższym poziomie. Dobrze jest zrobić listę i wypisać je na kartce papieru by sobie przypomnieć, że one istnieją. Oto moje;

Samotne spacery,
Czytanie,
Długie kąpiele z pianą,
Rodzinne oglądanie telewizji w deszczowe ponure dni, w naszym przypadku niedziele
Wieczory pod kocykiem z kubkiem ciepłej herbaty lub lampką wina,
Świeże kwiaty na stole,
Lampki i świece palące się w domowych zakamarkach,
Fotografia

Ważne jest by w tym całym zabieganiu, znaleźć czas na małe radości, które poprawiają jakość życia, podnoszą poczucie wartości i satysfakcji. Zimowa pora ma swój urok, z pewnością nie jest przeszkodą do bycia zadowolonym. Tęsknię do ciepłych dni spędzanych w parkach na piknikach ale póki co, staram się umilić czas tu i teraz. Ubieram ulubione ciepłe buty lub kalosze, kurtkę oraz grubą czapkę i wychodzę z domu. Posnuję się trochę wśród natury, porozmyślam, nacieszę oko krajobrazami i wracam jakby lżejsza, uwolniona od presji, którą często sama sobie narzucam. W dni, kiedy lepiej nie wychylać nosa na zewnątrz, zaszywam się w domowych pieleszach i o ile obowiązki pozwalają, studiuję ulubione magazyny poszukując inspiracji i delektuję się ulubioną herbatą dodatkiem pomarańczy, cytryny i imbiru. W mroźne, ciemne ranki, rozkoszuję się zapachem świeżo zmielonej kawy, popijając w spokoju, wsłuchując się w grające radio, zanim zbudzę dziewczyny. Lubię zimę tak samo jak inne pory roku!

Sztuką jest znaleźć radość we wszystkim.

Ula

Chwila prawdy

To już prawie dziesięć lat przebywania na emigracji. Moje życie zmieniło się diametralnie; po pierwsze mam rodzinę, o której zawsze marzyłam, po drugie kawałek swojego kąta, do którego wracam po ciężkiej zmianie w pracy, mam również swoje miejsca gdzie mogę naładować baterie, wyciszyć się. Zawsze byłam do bólu zorganizowana, więc to nadal pozostało i przydaje się bardzo, kiedy trzeba wszystko ogarnąć bez niczyjego wsparcia. Wiem, że o wiele łatwiej puszczają mi nerwy bo też więcej muszę unieść. Wcale nie mam zamiaru tutaj się usprawiedliwiać, stwierdzam tylko fakt. Życie z dala od bliskich, z dala od rodziny, która się wspiera w trudnych momentach czyni człowieka gruboskórnym. Mówię bez problemu to co myślę, jestem szczera a to niewielu chyba ceni. Przez to też chyba czasem, niektórzy mylnie mnie postrzegają i co gorsze, oceniają….takie moje odczucie…W głębi serca jednak jestem wrażliwą osobą, która czasem mało w siebie wierzy i niedostrzega, że dzień po dniu odwala kawał dobrej roboty. Moje dzieci są zawsze czyste i zadbane, mieszkanie lśni, nie zawalam mojego grafiku w pracy i ciągle mimio przepracowanej nocnej zmiany bez szansy na sen, wypełniam obowiązki względem siebie i rodziny. Oczywiście mój mąż, wspiera mnie we wszystkim, jednakże kiedy spędza długie dni w pracy jestem zdana sama na siebie. Ten rok szczególnie daje nam się we znaki, ponieważ młodsza córka Amelka chodzi do przedszkola tylko na trzy godziny dziennie, starsza Eliza do szkoły na całe sześć. Zmusza mnie do biegania co trzy godziny, by którąś odebrać i nie ma w około absolutnie nikogo, kto by mnie choć raz wyręczył. Jest bardzo ciężko pogodzić pracę zawodową i wychowanie dzieci oraz prowdzenie domu ale pomału widzę światełko w tunelu. Jeszcze tylko pół roku i bedzie lepiej. Amelka zacznie szkołę i wszystko nabierze jakby wolniejszego rytmu. Wtedy z pełną satysfakcją stwierdzę, że dałam radę, my daliśmy radę! Jestem przkonana, że to co się dzieje teraz umacnia naszą rodzinę. Nie podrzucam nigdzie i nikomu naszych dzieci, problemy rozwiązujemy razem, oboje z mężem. W przyszłości marzę tym, by nasze córki wiedziały, że zawsze mogą na mnie liczyć, że bedziemy na tyle blisko by przychodziły do mnie z problemami, które niestety nikogo nie omijają. W naszym jako rodziców obowiązku jest zrobić wszystko, by wyrosły na silne i pewne siebie osoby aby nigdy złość nie przysłoniła ich sumienia i aby wiedziały, że zawsze byłam i jestem tu dla nich.

Zdjęcia z zimowego spaceru. Zadziwiające jest jak ulubione miejsca zmieniają się podług pór roku.

Nowy Rok, Nowe Pomysly

20161226_122535Podczas naszych udanych, wspaniałych, rodzinnych świąt, po długim czasie, w końcu odpoczęłam, naładowałam baterie i nabrałam dystansu do życia. Dostrzegłam szczęścia oraz sukcesy ubiegłego roku i zdałam sobie sprawę, że jest dobrze. Dotarło do mnie także, że jeśli czegoś bardzo chcę to naprawdę  jest to możliwe. Mogę się spełniać, pracować, realizować marzenia, rozwijać pasje. Ten “power” zaprowadził mnie do z powrotem do mojego bloga, który zaczęłam dwa lata temu ale rzeczywistość mnie pożarła i pogubiłam się, zapomniałam o sobie. Rutyna dnia codziennego, nadmiar obiowiązków, panoszący się wszędzie stres sprawia, że przygasam. Pomyślałam, że w końcu moje “ja” to nie tylko rola matki, żony, pracownika w miejscu pracy, a przede wszystkim ukryty potencjał, który odkrywam na płaszczyznach mojej codzienności. Wszystko co do tej pory osiągnęłam w swoim życiu, zawdzięczam pasji, którą nieustannie wkładam w to co robię. Czas, kiedy dzieci przychodzą na świat jest chwilowym wejściem w inny wymiar, który jest ważny ale niekoniecznie trzeba w nim tkwić w nieskończoność. Obiecałam sobie, że zacznę bardziej myśleć o sobie i dbać o to by nie popaść w ten letarg, w którym tkwiłam przez długi czas. Postanowiłam stworzyć na nowo swoje miejsce, gdzie bedę mogła pobyć tylko sama ze sobą. Mam nadzieję, że wytrwam w moim postanowieniu i nie zepsuję tego.

Ula x